Tytuł przedstawia to co robiłem lub robię. Ładnie to w sumie wygląda. Żebym nie napisał znów jednej notki na kilka miesięcy podzielę ten temat na kilka. Dziś o Parkour słów kilka.
Parkour, Freedom of Movement
Zaczęło się niewinnie. Pewnego razu w liceum ogólnokształcącym nr 4 we Włocławku dwóch łosi zachciało robić coś zajebistego. Poszukało się na necie tego i owego i jest: XMA - Extreme Martial Arts. Ekstremalne Sztuki Walki bardzo zachwyciły, te latanie i kopnięcia tak wysokie że można by strącić kogoś z drabiny. Zapomniałbym wspomnieć że tych dwóch łosi to ja i Marian (a w zasadzie Mariusz N.). Treningi zaczęły się dość szybko. Biegaliśmy, rozciągaliśmy się, robiliśmy dużo treningów siłowych w domu. Ochota tak jakoś sama minęła. Pewnego jednak dnia postanowiłem poszukać jakichś nowych filmików z XMA, aby wróciła motywacja. Wtedy jeszcze się używało DC++. Napisałem na ogólnym włocławskim kanale czy ktoś ma filmy z XMA. Odezwał się pewien gość z zapytaniem czy nie chodzi mi czasem o Parkour. Nie wiedziałem o czym mówi więc pobrałem jego filmy i... narodziła się nowa pasja (wtedy widziałem pierwszy raz David'a Belle'a w wykonaniu naprawdę świetnych ruchów
. Gość który wysłał mi filmy też chciał zacząć ćwiczyć z kolegą PK (skrót od Parkour), więc umówiliśmy się na spotkanie w 4, żeby obadać teren i wspólnie poćwiczyć. W ten dzień się pierwszy raz porządnie rąbnąłem w kolano źle wymierzając odległość pomiędzy murkami (przywaliłem w barierkę). Niestety chłopaki się po pierwszym spotkaniu rozmyślili. My z Marianem jednak brnęliśmy dalej. Ćwiczyliśmy prawie codziennie. Skill rósł w niesamowitym tempie. Pewnego dnia dołączył Ciara. Na pierwszym treningu spokojny chłopak, małomówny... Tak, ale tylko na pierwszym treningu. Potem się rozkokosił i był w sumie najgłośniejszym, czasem najbardziej wkurwiającym puzzlem naszej układanki. Dalej dołączyła trójka z Kazika, czyli Banan, Franek i bohater ostatniej akcji - Siusik
. Nie moge zapomnieć jak byliśmy na treningu przy Empiku (jeszcze wtedy na ul. Warszawskiej) i Banan podpuszczał go żeby sie nie wstydził powiedzieć jak na niego mówią. Jak powiedział to próbowałem zachować powagę, ale Marian parskał i nie mogłem
. Dalej Franek namówił Pawła L. Z jego ksywą też była pompa.
- to jak mamy do Ciebie mówić?
- Paweł
- No ale masz jakąś ksywe?
- no Paweł
- a nazwisko?
- Paweł 
Później na którymś z biwaków dostał ksywe Laska i tak już zostało.
Następnie dołączył Kydon, który był, jest i pewnie będzie niezwykłą indywidualnością. Uparty, nieugięty, fochowaty. Nazwaliśmy się Saiyan Traceurs (Saiyan z bajki Dragon Ball, Traceur - osoba ćwicząca Parkour, nie ma czegoś takiego jak parkourzysta, tak samo jak dżokej nie może być konistą). Jednak nazwa ta wydała nam się po pewnym czasie zbyt dziecinna, a że piliśmy sporo wódki to musiało być coś z flachą. Tak powstał FLASH Parkour Team (po prostu od flashki). Byliśmy zgrani, może trochę mało zorganizowani. Każdy rozwijał się w Parkour według własnych potrzeb i to było dla nas najważniejsze. Codziennie bez żadnego umawiania, trening o 17:00, zbiórka na piaskownicy przy Szkole Muzycznej. Spiknęliśmy się raz ze Sweepers Clanem ale jakoś się za bardzo nie dogadywaliśmy. Potem poznaliśmy się z FreeRunning Squad z Kazika. Konwera, Johnek, Świstak i jeszcze mniej mi znani pewnie. Pewnego dnia zrobiliśmy wspólny trening, który bardziej przypominał zorganizowaną grupę przestępczą niż normalnych trenujących coś innowacyjnego ludzi
. Johnek po pewnym czasie połączył do FLASH, następnie dołączył Konwera, gdy Johnek zaczął koksować na siłce. Ogólnie był klimat. dalej dołączył Arek S. i zaczęliśmy iść bardziej w akrobatykę, ale to już w następnej notce. PEACE!